|
W czasie kilku rozmów z tele-akwizytorami dowiedziałem się, że nie znam się na prawie, czytam głupie komentarze, nie mam serca i nie zależy mi na dobru i bezpieczeństwie dzieci.
Jeśli dzwoni mój telefon a na wyświetlaczu widzę "numer zastrzeżony" to już wiem, że na 97% czeka mnie rozmowa z przedstawicielem Panoramy Firm. Te pozostałe 3% to tele-akwizytorzy z innych firm.
Większość z nas wie, że najlepszym rozwiązaniem w przypadku takiego telefonu jest krótkie, ale dosadne "nie, dziękuję!" i szybkie zakończenie rozmowy, ale czasami lubię poddać się takim testom psychologicznym i manipulacjom, by sprawdzić, czy spece od telemarketingu wymyślili coś nowego. Standardowo rozmowa zaczyna się od pytania czy nasz rozmówca rozmawia z firmą ... (i tu podaje dane naszej firmy łącznie z pełnym adresem)? Po odpowiedzi twierdzącej usłyszymy monolog o ofercie "przygotowanej specjalnie dla nas" i o tym, że dziś jest ostatni dzień trwania super promocji i jutro już będzie drożej. Oczywiście wszystko po to, byśmy poczuli się wyróżnieni i szybko kupili proponowany nam produkt, no bo przecież jutro promocji już nie będzie.
Nie ma co się zresztą rozpisywać w tym temacie, bo każdy kto prowadzi działalność gospodarczą zapewne nie jednej takiej rozmowy doświadczył. Ja przedwczoraj doświadczyłem po raz kolejny. Zaczęło się od standardowej formułki i zaoferowaniu wpisu ze słowa kluczowymi w Panoramie Firm na rok za 450 złotych. Początek zaiste obiecujący, bo dotychczas cena wyjściowa wynosiła ponad 1.000 złotych i dopiero po długich negocjacjach schodziła w dół. Przeprosiłem jednak moją rozmówczynię i poprosiłem o telefon w późniejszej porze, bo właśnie rozmawiałem z klientem i to tamta rozmowa była dla mnie bądź co bądź ważniejsza. Powiedziałem, że najlepiej byłoby, aby zadzwoniła około 15:30-16:00 i wtedy będziemy mogli spokojnie porozmawiać. - No, ale ja, panie Marcinie, o 16:00 kończę pracę! - pani z Panoramy Firm nie dawała za wygraną. Już chciałem powiedzieć: "Ale co mnie to obchodzi?", ale się powstrzymałem. Odpowiedziałem grzecznie, że teraz nie mam czasu na rozmowę. Nie wiem czy moja rozmówczyni usłyszała, bo zapytała tylko: - No, ale panie Marcinie, czym pana firma się w ogóle zajmuje?. Teraz wiemy, że tele-akwizytorzy nie specjalnie się przygotowują do rozmów z nami. Po mojej krótkiej odpowiedzi powiedziała: - no to przecież taki wpis jest panu potrzebny a kosztuje tylko 450 złotych!. Jeszcze raz grzecznie, ale stanowczo powiedziałem, że nie mam czasu teraz na rozmowę. Tym razem dotarło. Usłyszałem zapewnienie, że pani od Panoramy Firm zadzwoni później. I zadzwoniła. (Jej) Pech sprawił jednak, że moja rozmowa z klientem nieco się przedłużyła i nie odebrałem telefonu, a właściwie 9 telefonów, bo tyle miałem nieodebranych połączeń.
Chciałem być fair i oddzwonić. Nie mogłem jednak tego uczynić bo wszystkie połączenia były z zastrzeżonego numeru. Nie wiem, co takiego Panorama Firm ma do ukrycia, że nie pozwala do siebie oddzwaniać. Na szczęście dzień później, z samego rana przypomniano sobie o mnie. Porozmawialiśmy kilkanaście minut, podczas których zgłosiłem swoje zastrzeżenia i obawy przed tego typu promocją. Przypomniałem casus pewnej osoby, która zamówiła wpis w Panoramie Firm, wybrała płatność w 4 ratach i już miała się cieszyć z niechybnego pozyskania nowych klientów, kiedy okazało się, że Panorama Firm umieściła nieprawidłowe dane. Na nic nie pomogły monity i listy wysłane za potwierdzeniem odbioru. Panorama Firm danych nie zmieniła, za to odezwał się windykator bo według PF umieszczenie nieprawidłowych danych nie zwalnia nas od opłacenia usługi.
Pani z PF bardzo się zdenerwowała, że czytam "głupie komentarze w internecie pisane przez głupie osoby, które nie czytają umów". Na moją uwagę, że obraża klientów swojej firmy nieco się uspokoiła. Wtedy zapytałem czy będę mógł zobaczyć umowę "in blanco" by sprawdzić jakie są jej zapisy. Tu warto wspomnieć, że wcześniej gdy do mnie zadzwoniono dowiedziałem się, że taką umowę zobaczę jak się zadeklaruję wcześniej, że ją podpiszę bo nie warto wysyłać umowy do kogoś kto nie zostanie klientem (sic !). Tym razem jednak usłyszałem, że jak najbardziej bo "przecież nic się na telefon nie załatwia". Zwróciłem delikatną uwagę, że zgodnie z obowiązującym prawem można pod pewnymi warunkami umowę zawrzeć telefonicznie. Pani z PF odpowiedziała, że jestem w błędzie bo jak to - umowa na telefon? Powiedziałem, że o ile znam się na prawie to takie umowy są możliwe, co więcej sam się z taką umową zetknąłem (o czym wkrótce napiszę). Usłyszałem tylko podniesiony głos - Pan się w ogóle nie zna na prawie!!! Stwierdziłem, że ta rozmowa nie ma sensu, bo od tej Pani raczej niczego nie kupię.
W tym przypadku zetknąłem się z kilkoma cechami - nieprzygotowaniem do rozmowy (pani nie wiedziała w jakiej branży działam), brakiem szacunku do klienta (nie reagowanie na informację, że nie mam czasu), obrażaniem go czy obrażaniem innych klientów swojej firmy. Ale to wcale nie była najciekawsza rozmowa z tele-akwizytorem jaką przeprowadziłem. Kilka miesięcy temu rozmawiałem 3,5 godziny (!!!) z młodym panem, który przekonywał mnie, że prowadząc firmę internetową muszę mieć swoją wizytówkę w branżowym katalogu firm budowlanych, bo "przecież każdego dnia setki właścicieli firm budowlanych szuka w takim katalogu firmy, w której mogliby zamówić swoją stronę internetową". O tym napiszę jednak następnym razem.
|
Zawsze dzwonią przedstawiając się jak...
Dobre posunięcie. Należy dawać klient...
a ja dostałam przez trzy dni 4 takie ...
No oczywiście, że kupujący. W przeciw...
a kto ponosi koszty przesyłki, gdy re...